sobota, 17 września 2016

O trapistkach z Naszej Pani nad Wełtawą


Z perspektywy gościa klasztor w Policanach może się wydawać drugim Lothlórien, miejscem gdzie siostry modlą się i śpiewają niczym elfy z dworu Galadrieli. Jednak trzeba pamiętać, że trapiści to prawdziwi duchowi wojownicy, którzy – jak mówi jeden z łacińskich hymnów o mnichach- ,,śpią na smokach i nie lękają się otwartej walki z wrogami zbawienia''. W swej duchowej głębi życie mnicha przypomina zapewne bardziej wielką wędrówkę i walkę jaka towarzyszyła ,,Drużynie Pierścienia'' niż bezpieczne, spokojne Lothlorien.




Duchowe powołanie w podzielonym sercu Europy

Wyobraźcie sobie wspólnotę ludzi, którzy chcą służyć Bogu modląc się o jedność w sercu podzielonej Europy. Co robią? Zakładają klasztor w najbardziej ateistycznym kraju starego kontynentu, na ziemi jeszcze niedawno dotkniętej plagą komunizmu, w okolicy naznaczonej złem, gdzie niegdyś mieściła się siedziba hitlerowców, a jeszcze wcześniej – ukrywali się husyci. Trochę to przypomina ,, Władcę Pierścieni'' i podróż Froda do Mordoru, gdzie miał zniszczyć pierścień władzy. Tym razem jednak walka rozgrywa się bardziej na płaszczyźnie duchowej, co nie znaczy że jest łatwiejsza. Taką odwagę mają mnisi, a dokładniej mniszki z zakonu trapistek od ,,Naszej Pani nad Wełtawą''

Mnich znaczy – jeden.

Słowo ,,mnich,, pochodzi od łacińskiego wyrazu ,,monos'' – który oznacza ,,jeden''. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że chodzi tutaj o samotność i milczenie, po którym także niewątpliwie można poznać mnicha. Jednak jeśli mamy okazje poznać jakąś mniszą wspólnotę żyjącą prawdziwie swoim powołaniem – szybko zorientujemy się, że tu chodzi o coś więcej. Siostry trapistki z Polican zgodnie przyznają, że mnich to człowiek, który dąży do zjednoczenia z Bogiem przez posłuszeństwo Jego woli, którą dostrzega się między innymi w słowach przełożonych. Przez zjednoczenie z Bogiem odkrywamy prawdę o sobie i jednoczymy się wewnętrznie ze sobą samym, a to sprawia, że  żyjemy także w jedności z naszymi bliźnimi. To jest prawdziwa mnisza ,,jedność''.

Taką wewnętrzną jedność widzimy u znanych nam świętych mnichów zacząwszy od św. Benedykta, poprzez Bernarda - skończywszy na bł. Marii Gabrieli, która jest patronką jedności a jednocześnie patronką wspólnoty sióstr trapistek, zaraz po czczonej w klasztorze Pannie Maryi – Matce Jedności (uroczystość Matki Jedności siostry obchodzą 18 stycznia, a potem kontynuują modlitwę w tygodniu modlitw o jedność chrześcijan, który także jest wyjątkowo zorganizowany). Klasztor przyjął nazwę ,,Naszej Pani nad Wełtawą'' ku czci Matki Bożej i jest drugim w Czechach klasztorem cystersów ścisłej obserwancji, pierwsza była wspólnota mnichów z Nowego Dworu.

Błogosławiona Maria Gabriela – patronka jedności

Skoro już zaczęłam pisać o Marii Gabrieli warto by się przyjrzeć tej świętej, która zapełnia skrzynkę pocztową i mailową sióstr podziękowaniami za otrzymane od Boga - za jej wstawiennictwem - łaski. A w czym się specjalizuje? Właśnie w jedności, ale nie tylko tej ekumenicznej. Są świadectwa skłóconych rodziny na granicy rozwodu, które otrzymały łaskę pojednania, są także matki, które mimo komplikacji doczekały się szczęśliwego porodu, osoby które wyszły z chorób czy duchowych i psychicznych problemów, ludzie dotknięci działaniem złego ducha, także często przysyłają swoje prośby i podziękowania. Dziękują także opaci i opatki, którzy za wstawiennictwem bł. Gabrieli otrzymali dar nowych powołań.

Ta prosta dziewczyna, która oddała swe życie w intencji jedności chrześcijan, naprawdę skutecznie przekonuje Boga, by dokonywał małych i większych cudów w życiu wielu ludzi. Jej historia przypomina trochę powołanie św. Małej Tereski, nawet w misyjnym odcieniu. Przed śmiercią Maria Gabriela miała sen, że chrzci chińskie dzieci – zapewne w tym objawiło się pragnienie jej serca. Niedawno jej relikwie zostały przekazane do jednego z chińskich klasztorów, gdzie także będzie działać wśród niepewnej i skomplikowanej sytuacji Kościoła w Chinach. Sny świętych mogą się spełniać nawet wiele lat po ich śmierci, to dlatego, że oni żyli i żyją w Sercu Boga!

Powołanie do bycia córką

Wspólnota sióstr trapistek ma silne poczucie tożsamości i przynależności. Każda nowa osoba, która staje w progach klasztoru jest traktowana jak ktoś przysłany przez Boga, tak jak to zawarł św. Benedykt w swojej Regule. Siostry wiedzą, że są częścią wielopokoleniowej rodziny benedyktyńskiej, która wydała wielu świętych i błogosławionych, chcą wielkodusznie odpowiedzieć na dar tej przynależności.

Ta silna świadomość każe im widzieć w każdym nowym powołaniu – dar i zadanie. Swoje wezwanie realizują przez to, że stają się córkami wychowanymi na mądrości ojców pustyni i pierwszych mnichów, gdzie niezwykle wielką wartość ma duchowe kierownictwo, zaufanie do mistrzyni, oddanie się w ,,czyjeś ręce'' pozwolenie na to by prowadził cię doświadczony przewodnik. Przez to młode siostry uczą się jak być córkami, bo jak mówi mnisza mądrość: ,,tylko będąc córką, można stać się oblubienicą i matką''. A każda mniszka powołana jest do duchowego macierzyństwa, do tego by ,,przekazywać życie''.

Patrząc na niektóre wspólnoty zakonne rzeczywiście można przekonać się że, jeśli brakuje duchowych matek (ojców)– nie ma też córek (synów)– czyli nowych powołań. A jeśli są jakieś młode osoby, w klasztorze bez duchowych ojców i matek - to często nie dojrzewają do tego by same stawały się duchowymi matkami i ojcami. Okres ,,synostwa'' i ,,bycia córką,, jest niezbędny w pełnym rozwoju człowieka,  jest to oczywiste i widoczne w każdej normalnej rodzinie, a rodzina zakonna odzwierciedla to prawo. Duchowe macierzyństwo czy ojcostwo jest czymś więcej niż fizyczne. Prawdziwymi rodzicami są przecież tacy małżonkowie, którzy kochają i mądrze wychowują swe dzieci,.

Nawet jeśli jakaś dziewczyna rozezna, że bycie trapistką to nie jej droga, siostry nadal starają się jej towarzyszyć ponieważ, Bóg nie stawia ludzi na drodze innych – przez przypadek. Najważniejsza jest wola Boża i siostry wiedzą, że ich zadaniem jest pomoc w jej rozeznaniu. Najpierw zawsze jest się córką Boga, który chce, by człowiek był szczęśliwy w swym powołaniu.

Trapistki z Polican są wdzięcznymi córkami macierzystego domu w Vitorchiano, który do tej pory cieszy się wieloma powołaniami i wciąż zakłada nowe fundacje (z których ostatnia to właśnie ,,Nasza Pani nad Wełtawą'' w Czechach).

Dar jedności i pokoju sprawia niesamowitą atmosferę, którą odczuwają także goście przebywający w domu pielgrzymów. Z perspektywy gościa klasztor w Policanach może się wydawać drugim Lothlórien, miejscem gdzie siostry modlą się i śpiewają niczym elfy z dworu Galadrieli. Jednak trzeba pamiętać, że trapiści to prawdziwi duchowi wojownicy, którzy – jak mówi jeden z łacińskich hymnów o mnichach- ,,śpią na smokach i nie lękają się otwartej walki z wrogami zbawienia''. W swej duchowej głębi życie mnicha przypomina zapewne bardziej wielką wędrówkę i walkę jaka towarzyszyła ,,Drużynie Pierścienia'' niż bezpieczne, spokojne Lothlorien.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza